Caterham Project V: Elektryczny sportowiec nabiera realnych kształtów
Caterham, marka utożsamiana z lekkością i mechaniczną szczerością, nie zamierza pozostać w tyle za elektryczną rewolucją. Project V nie jest już tylko koncepcyjną ciekawostką – oficjalnie przechodzi w fazę w pełni funkcjonalnego prototypu, który zadebiutuje publicznie w Tokio na początku stycznia.
Project V po raz pierwszy pokazano latem 2023 roku, wzbudzając zarówno entuzjazm, jak i niedowierzanie. Cel Caterhama był jasny: nie chodziło tylko o stworzenie kolejnego elektryka, lecz o przeniesienie „duszy Caterhama” do świata napędu bateryjnego.
Samochód, który zobaczymy w styczniu, to nie gotowy produkt, lecz mobilne laboratorium. Prototyp posłuży do intensywnych testów:
• zachowania podwozia i prowadzenia,
• integracji elektroniki mocy i oprogramowania,
• wydajności napędu elektrycznego w realnych warunkach.
Brytyjczycy nie próbują ujarzmić elektryfikacji w pojedynkę. Do współpracy zaprosili japońskich i tajwańskich specjalistów, by Project V nie zatracił lekkości, z której słynie marka.
• Elektryczna oś Yamahy: japoński gigant, znany z motocykli i silników F1, dostarcza jednostki napędowe.
• Baterie Xing Mobility: by utrzymać masę w ryzach – co dla Caterhama jest świętością – zastosowano modułowe, wysokowydajne akumulatory z Tajwanu.
Pierwotnie produkcja miała ruszyć w 2025 roku, ale firma postawiła na dokładniejsze dopracowanie projektu. Testy prototypu mają zakończyć się dopiero pod koniec 2026 roku.
To opóźnienie nie jest przypadkowe. Caterham woli spóźnić się na „elektryczny pociąg”, niż wypuścić auto, które nie będzie godne ich logo.
Przy premierze Project V zapowiadano ambitne parametry. Czy trafią do wersji produkcyjnej – czas pokaże. Prototyp celuje w:
• Moc: 200 kW (268 KM)
• Bateria: 55 kWh
• Przyspieszenie: 0–100 km/h w 4,5 s
• Zasięg: do 400 km (WLTP)
Caterham nie zamierza gonić za masową sprzedażą. Jeśli Project V trafi do salonów, będzie niszowym, ekskluzywnym produktem. To ważny eksperyment dla całej branży: czy elektryczny sportowiec może być czymś więcej niż tylko „szybki i cichy”? Czy da się zbudować prawdziwe auto dla kierowcy? Odpowiedź zaczniemy poznawać już w Tokio.