Każdy z nas to przeżył: spóźniony do pracy, stoisz na przejeździe kolejowym, gdy powoli przetacza się nieskończony pociąg towarowy. Ostatni wagon znika, szlaban zaczyna się podnosić, a ręka już sięga do lewarka. Właśnie wtedy wielu kierowców próbuje zaoszczędzić te kilka sekund – i dokładnie w tym momencie zza rogu może wyjść policjant z lizakiem lub radarem. Czy to tylko nabijanie kasy państwa i czepialstwo, czy może ta irytująca zasada ma jednak sens?