Uprzejmość na drodze? W Mersin to ryzyko
W tureckim Mersin doszło do zdarzenia, które dobitnie przypomina, że powiedzenie o nieopłacalności dobrych uczynków nie wzięło się znikąd. Kierowca, chcąc być wzorem dla innych, zatrzymał się, by przepuścić pieszego, co uruchomiło nieoczekiwany łańcuch wydarzeń.
Dla jednego z kierowców dzień zaczął się od postanowienia, by zostać moralnym drogowskazem ruchu ulicznego. Zauważył pieszego czekającego przy krawężniku, zahamował i gestem zaprosił go na przejście. Proszę bardzo, droga wolna. Mały gest uprzejmości, który zwykle daje poczucie obywatelskiej satysfakcji.
Niestety, gdy wydawało się, że scena przywróci wiarę w ludzi, los postanowił zadrwić z uczestników. Zamiast sielanki, rozległ się huk i zgrzyt blachy. To, co nastąpiło później, bardziej przypominało rozbiórkę niż kulturalną jazdę po mieście. Całą sekwencję zarejestrowała kamera monitoringu. Z przodu – spokój i uprzejmość. Z tyłu – czysty chaos.
Pieszy nie czekał na wymianę danych ubezpieczeniowych ani nie podziękował za uprzejmość. W momencie, gdy blacha spotkała się z blachą, odkrył w sobie talent do sprintu i zniknął za horyzontem szybciej niż darmowy lunch w redakcji.
Kierowcy i pasażerowie wysiedli z aut, otrzepali się i ocenili straty. Poza kilkoma rysami na karoserii i wyraźnym uszczerbkiem na godności, wszyscy wyszli z tego bez szwanku.
Policja teraz próbuje ustalić, kto zapoczątkował tę reakcję łańcuchową, analizując nagrania i zeznania z typową skrupulatnością. Miejscowi już wydali swój wyrok: to był po prostu jeden z tych dni, kiedy nawet los uznał, że uprzejmość to zbyt wiele.
Morał? Jeśli znajdziesz się w Mersin i kierowca uprzejmie cię przepuści, upewnij się, że masz dobrze zawiązane buty. Tak na wszelki wypadek.