Brabus podkręca Lamborghini Urus do 900 KM i maluje na miętowo
Jeśli ktoś sądził, że Lamborghini Urus osiągnął już szczyt wizualnego efektu, Brabus szybko wyprowadził go z błędu. Niemiecki tuner zaprezentował Urusa o mocy 900 KM, wykończonego lakierem bliższym landrynce miętowej niż klasycznym barwom supersamochodów. Efekt jest jednocześnie absurdalny i perfekcyjnie dopracowany w duchu luksusowego nadmiaru.
To nie jest samochód, który próbuje wtopić się w tłum. Wręcz przeciwnie. Brabus stworzył maszynę, która domaga się uwagi i zawsze ją dostaje, nawet jeśli kierowca wolałby pozostać anonimowy.
Punktem wyjścia jest Lamborghini Urus, którego 4-litrowe V8 podkręcono do 900 koni mechanicznych i około 1250 niutonometrów momentu obrotowego. Sprint do 100 km/h zajmuje około 3,3 sekundy.
Prędkość maksymalna przekracza 320 km/h – liczba, która w kontekście SUV-a brzmi jak kiepski żart, ale w świecie Brabusa ma pełen sens. Cała ta moc trafia na koła przez przeprogramowany układ napędowy, przygotowany na takie przeciążenia.
Nadwozie nie pozostawia miejsca na domysły. Jaskrawa zieleń, poszerzone nadkola, masywny pakiet aerodynamiczny i wszechobecne detale z włókna węglowego tworzą wygląd, który nie raziłby nawet pod luksusowym hotelem w Dubaju. Felgi są ogromne i agresywne, bo subtelność nigdy nie była tu celem.
Wnętrze kontynuuje ten motyw. Skóra, Alcantara i włókno węglowe mieszają się w hojnych dawkach, a kolorystyczne akcenty nawiązują do miętowej karoserii. Wszystko jest szyte na miarę pod gust klienta, bo w Brabusie standardowe rozwiązania praktycznie nie istnieją.
Ten samochód nie udaje racjonalnego. Nie mówi o spalaniu ani rozsądnych wyborach, choć w razie potrzeby przewiezie cztery osoby z bagażami. Brabus Urus to manifest statusu, mocy i świadomego nadmiaru.
Takie auta zamawiają ludzie, dla których seryjny Urus jest zbyt powściągliwy, a w garażu już stoją inne egzotyki. Brabus nie sprzedaje tu samochodu. Sprzedaje poczucie, że więcej znaczy lepiej.
Konkurenci oferują coraz mocniejsze wersje swoich SUV-ów, ale Brabus celowo przesuwa granicę dalej. Właśnie tam czeka jego klient – nie pyta „dlaczego”, tylko „kiedy będzie gotowy”.