Rolls-Royce rezygnuje z celu pełnej elektryfikacji do 2030 roku i zostawia V12 w ofercie
Rolls-Royce nie odwraca się od aut elektrycznych, ale odchodzi od sztywnego terminu. W 2022 roku marka z Goodwood zapowiedziała pełną elektryfikację gamy do końca 2030 roku. 18 marca 2026 roku prezes Chris Brownridge jasno stwierdził, że firma będzie nadal budować samochody z silnikiem V12 tak długo, jak długo klienci będą ich chcieli i pozwolą na to przepisy.
Ta decyzja przede wszystkim pokazuje strategiczny realizm. Brownridge nie podważył ogólnego kierunku elektryfikacji, ale porzucił wygodne założenie, że nabywcy aut ultraluksusowych będą poruszać się według tego samego harmonogramu co politycy, regulatorzy i uczestnicy branżowych debat. Jego przekaz był prosty: Rolls-Royce buduje to, co zamawiają klienci, a część z nich nadal chce V12. Marka chroni więc logikę popytu, siłę cenową i własną tożsamość, zamiast gonić za datą, w którą najwyraźniej przestała wierzyć.
Firma wciąż mocno inwestuje w przyszłość. Rolls-Royce przeznacza ponad 300 mln funtów, czyli 347 mln euro, na rozbudowę fabryki w Goodwood. Zakład ma być gotowy na dalszy wzrost w obszarach Bespoke i Coachbuild, a jednocześnie przygotowany na elektryczną przyszłość. Z aktualizacji spółki z 17 marca 2026 roku wynika, że rozbudowa przebiega zgodnie z harmonogramem, a nowy obiekt ma osiągnąć pełną gotowość operacyjną w 2029 roku. Opóźnienie dotyczy więc wyłączności napędu elektrycznego, a nie samej technologii.
Co istotne, elektryczny Spectre nie okazał się porażką. W podsumowaniu 2025 roku Rolls-Royce podał, że najczęściej zamawianym modelem był Cullinan, a tuż za nim znalazł się Spectre. W 2024 roku Spectre był najczęściej zamawianym autem marki w Europie i drugim najbardziej pożądanym modelem na świecie. Na początku 2026 roku Brownridge określił go także jako najbardziej udaną premierę coupé w historii firmy. To ustawia obecną korektę kursu we właściwym świetle. Problem nie polega na tym, że elektryczny Rolls-Royce nie ma sensu. Chodzi o to, że zbyt szybkie wtłoczenie całej gamy w jeden rodzaj napędu ma jeszcze mniej sensu.
Z ekonomicznego punktu widzenia trudno z tą decyzją polemizować. Rolls-Royce zarabia na rzadkości, personalizacji i bardzo wysokich wartościach transakcyjnych, a nie na pogoni za wolumenem. W 2024 roku marka dostarczyła na świecie 5712 samochodów, co było trzecim najwyższym rocznym wynikiem w jej historii. Jednocześnie średnia wartość elementów Bespoke przypadająca na jeden samochód wzrosła o 10 proc. Skoro ten model biznesowy nadal działa, zarząd nie ma większej presji, by przebudowywać całą ofertę tylko po to, by dotrzymać dawnego hasła. Zamiast tego może spowolnić tempo i nie dopuścić, by technologiczne ambicje uszczupliły marże.
Takie podejście potwierdza też tło techniczne. Szef rozwoju BMW Joachim Post powiedział w styczniu 2026 roku, że większe silniki spalinowe koncernu można dostosować do normy Euro 7 dzięki zmianom w układzie wydechowym i katalizatorach. Ta sama logika podtrzymuje szanse na dalszą obecność V12 Rolls-Royce’a. Innymi słowy, firma nie zachowuje 12 cylindrów wyłącznie z sentymentu. Nadal widzi w nich realny potencjał techniczny i komercyjny.
W tym miejscu Rolls-Royce wyraźnie odróżnia się od dużej części segmentu premium. Masowy samochód elektryczny sprzedaje się efektywnością, oprogramowaniem i wygodą ładowania. Rolls-Royce sprzedaje ciszę, jakość materiałów, rzemiosło i określone wyobrażenie o własnym statusie. Napęd elektryczny świetnie pasuje do ciszy i płynności jazdy, ale V12 wciąż niesie ze sobą rytuał, prestiż i mechaniczną suwerenność, z których część klientów nie jest jeszcze gotowa zrezygnować. Brownridge najwyraźniej dobrze rozumie tę psychologię i przynajmniej na razie nie zamierza z nią walczyć.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz to teraz strategia dwutorowa. Spectre i jego następcy mają podtrzymać elektryczną wiarygodność marki, podczas gdy Ghost, Cullinan i Phantom pozostaną przy V12, lub jego kolejnych ewolucjach, tak długo, jak pozwolą na to popyt i regulacje. To daje Goodwood czas, ogranicza ryzyko inwestycyjne i chroni średnią cenę sprzedaży, podczas gdy rynek dopiero określa, czym powinien być prawdziwie elektryczny Rolls-Royce. Dla marki zbudowanej na spokojnym autorytecie to dobrze znany rodzaj pragmatyzmu. Spokój na powierzchni, ogromne pieniądze pod spodem i niewielkie zainteresowanie cudzym harmonogramem.