Nazwa Corvette E-Ray może zniknąć, Chevrolet chce uciec od skojarzeń z autem elektrycznym
Corvette E-Ray może wkrótce zniknąć, przynajmniej z oznaczeń na nadwoziu. Według kilku doniesień Chevrolet rozważa zmianę nazwy hybrydowego sportowego modelu na Grand Sport X, bo obecne oznaczenie wprowadza część klientów w błąd. Na rynku aut w 2026 roku sama litera E brzmi już niebezpiecznie podobnie do etykiety ostrzegawczej dla samochodu w pełni elektrycznego, a nie do wsparcia dla V8.
Nazwa, która mogła nie pomóc
Według przecieków zmiana ma być elementem planowanej aktualizacji Corvetty C8. Serwis GM Authority podał, że Chevrolet chce usunąć z nazwy literę E, ponieważ część kupujących błędnie zakłada, że E-Ray to model w pełni elektryczny, a taka marketingowa mgła może hamować sprzedaż. Chevrolet nie wydał żadnego oficjalnego komunikatu, więc na razie to historia oparta na źródłach, a nie na kontrolowanej prezentacji.
Technika nigdzie nie znika
Obecna Corvette E-Ray nie jest cichym coupe nerwowo trzymającym się kabla do ładowania. Łączy silnik V8 6,2 litra z silnikiem elektrycznym na przedniej osi, tworząc hybrydę z napędem na cztery koła. Chevrolet pokazał ten samochód w styczniu 2023 roku jako pierwszą zelektryfikowaną Corvettę z napędem AWD. Łączna moc wynosi 655 KM, czyli 481 kW, a auto potrafi przez krótki czas jechać wyłącznie na prądzie z prędkością do około 72 km/h. I właśnie tu zaczyna się nieporozumienie. To nie jest samochód elektryczny, ale nazwa wyraźnie popycha część osób do takiego wniosku.
Grand Sport X mógłby wprowadzić bardziej sensowną logikę
Jeśli plan wejdzie w życie, zmiana nazwy miałaby pojawić się wraz z szerszą aktualizacją na rok modelowy 2027. Według GM Authority Grand Sport X mógłby dostać nowe V8 LS6 o pojemności 6,7 litra oraz układ hybrydowy, co podniosłoby łączną moc do około 720 KM. Chevrolet stosuje już podobną logikę w przypadku ZR1X, gdzie akcent pada na osiągi i układ napędowy, a nie na etykietę związaną z elektryfikacją. Sama nazwa Grand Sport ma zresztą ciężar w historii Corvetty, wcześniej oznaczała wersję plasującą się między Stingrayem a Z06.
To sporo mówi o nerwowym słowniku współczesnego rynku motoryzacyjnego. Elektryfikacja tak mocno poplątała nazwy, znaczenia i oczekiwania, że jedna litera potrafi odesłać sportowe auto na niewłaściwą półkę. Gdy producent czuje potrzebę zmiany nazwy hybrydy tylko po to, by uchronić ją przed nieporozumieniem, wraca stara prawda z lekkim uśmiechem. Czasem znaczek sprzedaje się równie mocno jak silnik.